Kalifornia: CalPoly

wczesnym wieczorem 11 lutego
Autostopowi kierowcy dowieźli mnie do San Luis Obispo
wzruszonyłem się ich uczynnością
czułem ulgę
wizja spacerowania w wieczną noc
na poboczu ruchliwej drogi troszkę mnie przestraszyła
 
książka „Thrive” Dan’a Buettnera z 2010 roku ogłosiła San Luis Obispo najszczęsliwszym miastem w USA.
mieszkańcy Slo są dumni
Obispo pełne jest wzgórz, bliko stąd nad Ocean
można znaleźć rzeki i strumyki 
klimat jest łagodny
ludzie spokojni, przyjaźni i aktywi
 
znajomi znajomego wieźli mnie mieszkalnym busem 
i w przeciągu 20 minutowej przejażdżki 
dwa razy wołali z uśmiechem na znajomych przechodniów
a przeprowadzili się tu dopiero kilka tygodni wcześniej 
 
odwiedziłym tu jam session
w domu zamieszkałym przez 15 studentów Cal Poli
sesję samoleczenia reiki z koncertem na misach tybetańskich
podczas którego w końcu zaspokoiłem moją potrzebę przytulania
 
byłem na kilku przemiłych spacerach 
 
przez pierwszy tydzień zatrzymałem się w akademiku Cal Poli z Nicolle
po całym dniu autostopowania
napełniony wdzięcznością dla moich kierowców
znalazłem odpowiedni budynek
Nocolle nie odpowiadała na whatsappie 
„wkradłem” się do akademika kiedy ktoś z niego wychodził 
i pukaniem zaskoczyłem gospodynię
 
Nicolle jest niesamowita
studiuje na 4 roku
po pierwszym roku zrobiła sobie rok przerwy
nie spodobało się to jej rodzicom
przestali wspierać ją finansowo
Nicolle nie chciała zaporzyczać się na dziesiątki tysięcy dolarów 
ale jako część bogatej rodziny, nie kwalifikowała się do stypendium socialnego
 
 
żeby w papierach zdystansować się od rodziców
orzeniła się z przyjaciułką
dla dalszych oszczędności przez rok spała w bibliotece
na kampusie jest wiele restauracji, w tym bufet „jesz ile chcesz”
na który wkradała się od strony wyjścia
teraz Nicolle pełni rolę residential advisor „RA”
udziela wsparcia pierwszakom
mediuje w przypadku konfliktów, pociesza kiedy tęsknią za domem 
w ramach wynagrodzenia ma dostęp do pokoju w którym mieszkaliśmy 
i kupony na jedzenie na terenie kampusu
 
Nicolle od miesięcy gości Chrisa
przyjeciela z miasta z którego pochodzą
Chris jest usosobieniem optymizmy
dach nad głową, samochów, posiłek na talerzu i dostęp do muzyki 
sprawiają, że nie może być szczęśliwszy
ciągle śpiewa, rzuca rzarcikami i dzieli się swoją radością ze wszystkimi dookoła
Chris był moim prywatnym szoferem
 
drugiego dnia gościny w akademiku zabrał mnie na Pirates Cove Beach
mieliśmy zapalniczkę i troszkę marihuany 
ale nie mieliśmy jej z czego zapalić
znalazłem jakiś pusy w środku patyczek
zciągneliśmy buszka i napawaliśmy się imponującym widokiem 
w tej części wybrzeża, ocean spotyka się z dość stromymi klifami zastanawialiśmy się czy da się bezpiecznie zejść do poziomu wody 
kiedy jakiś długowłosy jegomość przeszedł obok nas 
sięgnął po przytwierdzoną do skały linę 
i bardzo sprawnie zszedł na skaną pułkę poniżej 
zachęceni jego pewnością ruszyliśmy jego śladem 
warot było
przez chwilę eksplorowaliśmy teren sami
później zagadaliśmy Justina, tak nazywał się linołaz
Justin mieszka w okolicy od dzieciństwa  
jest kurierem i codziennie w przerwie obiadowej 
przyjeżdża nad wodę polować na drogocenne minerały
Central Coast jest aktywne geologicznie 
pływy oceanu wypłukują wulkaniczny urobek na brzeg
za każdym razem, kiedy fala się cofa
uniesione przez wodę kamienie spadają 
klekocząc radośnie dzwiękiem malutkiej lawiny
Justin poratował nas pożądną fajką 
wypaliliśmy trochę jego materiału i napełniliśmy ją tym co mieliśmy
srogo się odużyliśymy i rozpłyneliśmy w rozkosznych doznaniach oceanu
wytrzeżwieliśmy na tyle, by bezpiecznie poruszać się po skałach
i eksplorowaliśmy okolicę przez kolejną godzinkę 
czapialiśmy się lin, czołgaliśmy przez wąskie szczaliny
kiedy myślałem, że lepiej już być nie może
zdobyliśmy skałę najodważniej wrzynającą się w wodę
pomedytowaliśmy przez chwilkę 
błogość, spełnienie w braterstwie
 
Obispo jest moim ulubionym miejscem w Kalifornii
na szczęście nie miałem precyzyjnego planu na tą wycieczkę
po tym spacerze zdecydowałem
że w Slo zostanę tak długo jak tylko mogę 
 
bardzo zrzyłem się z moimi gospodarzami 
dzielili sie ze mną jedzeniem i historiami
oprowadzali po Obispo, zapoznawali ze znajomymi 
i uczyli swojej prywatnej kultury
mimo, że nie są parą nazywają się mężem i żoną
mnie adoptowali jako syna 
 
jedynym z obowiązków residential advisor w CalPoly
jest dyżurować w budynku socjalnym
w niedzielę całą rodziną wybraliśmy się pełnić tą łatwą funkcję
na miejscu spotkaliśmy sporą grupę RA
śpiewali patryjotyczne pieśni
graliśmyt w Arrow Spam,
USA ńczycy potrafią ze wszystkiego zrobić sport
rozgrywka szybko zmieniła się w turniej
po dyżuże wybraliśmy się do fastfudu
miejscówka była tak oblegana, że nic tam nie działo sie szybko
i po 45 minutach oczekiwania o 1:40 nad ranem
dowiedzieliśmy się, że jedzenie się skończyło
na szczeście przez cały czas świetnie się bawiliśmy
poznaliśmy innych kolejkowiczów.
przeszliśmy na drugą stronę ulicy i po 10 minutach jedliśmy jakieś śmieci 
 
moi przybrani rodzice wręcz religijnie wielbią sztukę,
to uważają za arcydzieło, prosili, żebym głosił dobrą nowinę 
 
trudno opisać, to co razem przeżywaliśmy
kilka razy płakałem ze wzrószenia
święci uprzejmizmu
dzielili się ze mną tym co mieli
i z gracją przyjmowali
to czym ja chciałem się z nimi dzielić
 
Nicolle i Chris zaimprowizowali taką (tu będzie link jak ją potnę) komedię
kilka dni późnej przeprowadziłem z Nicolle poważny wywiad
 
przed SLO, zastanawiałem sie czy kolejnej zimy nie odwiedzić wschodniego wybrzeża
teraz jestem pewien, że znów polecę do Kalifornii
i że spędzę conajmniej cztery tygodnie w Obispo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.