Kalifornia: Pielgrzymka

Pielgrzymka.
30 stycznia pożegnałem Lee
i rozpocząłem pielgrzymkę z San Francisco do Palo Alto
lubię chodzić, ciekawi mnie zatoka San Francisco
jaka panuje tu pogoda
jak blisko oceanu można się wygodnie przemieszczać
mało kto w Kalifornii pamięta zimę tak srogą jak ta
tubylcy dziwią się, że jest tak zimno, zawsze powyżej 0 i deszczowo
mi przypomina się wiosna, idealnie na dłuższe spacery
przez 70 kilometrów spaceru ani przez chwile nie miałem poczucia
że wyszedłem z miasta
było kilka miejsc bez chodnika ale w USA tak jest
kolejne miasta mają podobną architekturę
zmieniają się tylko zamieszkujące je grupy etniczne
ocean jest malowniczy, śledził bym wybrzeże dokładniej,
gdybym moi gospodarze żyli bliżej siebie
tym razem często zgadzałem się z google, appka wysyłała mnie na tory CalTrain
jeśli będę kiedyś powtarzał taką wyprawę, spróbuję zatrzymywać się częściej i na krócej

 
Tym razem zatrzymałem się 4 razy:
30 stego u Ritu, Neela i Lucka w Millbrae
od 31 do 4 lutego u Aurelio i Kirk’a w San Mateo
od 4 tego do 6 tego w Palo Alto u Nitzeli
od 6 tego do 9 tego u Anand w Sunnyvale
z rozpędu nie zakończyłem pielgrzymki w Palo Alto  

Ritu młoda indianka (urodziła się w Indiach) na drodze do sukcesu
Neel jej znaczący inny, założył startup
za zarobione pieniądze mógłby zestarzeć się w kraju pochodzenia
woli zostać w Kalifornii 
teraz robi nic, bardzo dosłownie
całymi dniami siedzi w pokoju, czuje, że powinien medytować
ale nie robi tego, prokrastynuje
Luck’a spotkałem tylko na chwilę, przyjemny jegomość
lata samolotami i sprawdza funkcjonowanie systemu rozrywkowego 

Kirk USAńczyk z urodzenia
współtworzy z Aurelio szkołę muzyki
Aurelio mąż Kirk’a, oryginalnie z Meksyku
został obywatelem USA z początkiem tego roku.
po 14 latach może z pełnym spokojem odwiedzić rodzinę po drugiej stronie granicy
zostałem z nimi pięć dni, chodziłem na spacery (12, 3,4)
oglądałem poranne wiadomości
dołączyłem do chłopaków, kiedy odwiedzali przyjaciół i kiedy przyjaciele odwiedzali ich
godną społeczność sobie zbudowali
jedzą i podróżują z ludźmi z różnych zakątków świata

korzystając z bazy u „muzyków” odwiedziłem Wayna
starszy jegomość
bardzo przejęty globalnym ociepleniem, na granicy paniki
mieszka na metaforycznych zgliszczach społeczności założonej 15 lat temu
ludzie mieszkają gdzie mieszkali
nie spotykają się już,
niektórzy kupili domy w których żyją, inni przeszli na klasyczny wynajem
ogród powoli popada w ruinę
wolałbym żyć tak
otoczony ludźmi o podobnych wartościach niż samemu
równocześnie smutno mieszkać w miejscu
które nie zrealizowało zaplanowanego potencjału

gospodyni z Palo Alto jest raczej niestabilna emocjonalnie
ma ponad 30 lat a, w sprawie relacji zachowuje się jak nastolatka
wysłała mi zdjęcie z numerem telefonu nabazgranym na wystrzępionej kartce
żebym wysłał jej te cyfry pojutrze
bo chce zrobić sobie przerwę w kontakcie z jakimś misiem pysiem
dwa dni później poprosiła:
żebym pod żadnym pozorem nie wysyłał jej tego numeru.
skasowałem zdjęcie.
na szczęście nie miała mi za złe kiedy zmieniła zdanie
i „potrzebowała” numeru

podczas tego wyjazdu słucham serii wykładów
o biologicznych podstawach zachowania nagranych na uniwersytecie w Stanford.
wybrałem się na panel dyskusyjny na słynnej uczelni.
całkiem przyjemny, nic jednak nie przebije słuchania podczas spacerowania
gdyby panowała po wykładzie atmosfera sprzyjająca rozmowom
może jeszcze kiedyś wybrał bym się na takie wydarzenia
jako, że wszyscy sprawnie rozeszli się na wszystkie strony świata
wiem, że w tej materii internet wygrywa z najlepszymi uczelniami na świecie.

według oryginalnego planu pielgrzymka miała skończyć się w Palo Alto,
Anand z Sunnyvale odpowiedział na moje „globalne zapytanie” couchsurfingowe
i zaproponował mi siedmiodniową wizytę
tygodnia z obcym jegomościem bym nie zaryzykował,
sprawdziłem kto wystosował taką szczodrą propozycje
i zostałem z nim przez trzy noce.
Anand znaczy Szczęście w Sanskrycie, Anand jest szczęśliwy
zmęczył się tradycjami swojego kraju
i zachwyca się Doliną Krzemową
dużo pracuje, pali lolki, ogląda Ricka i Mortiego
gotuje sobie i je w pobliskich restauracjach
w weekendy spotyka znajomych
jeśli jeszcze kiedyś będę w tej okolicy, chętnie zostanę z nim na tydzień 

Olivii nie pytałem o nocleg, tylko czy zechce spędzić ze mną trochę czasu,
zechciała
zaproponowałem spacer niezależnie od tego czy będzie padało czy nie
padało a mimo to Olivia zabrała mnie do downtown San Jose
trochę rozmawialiśmy, sporo milczeliśmy, spokojnie
kolejnego dnia zaproponowałem następny spacer
spotkaliśmy jelenia

jeszcze kolejnego znalazłem mettup z kółkiem bębniarskim
jak dotąd najlepsze zgromadzenie na jakim byłem w czasie mojej wizyty
muzycy i tancerze spotykają się co tydzień od 2008 roku,
komunikują się głównie przy pomocy instrumentów
równowaga pomiędzy strukturą a swobodą zachwyciła mnie
sprawiła, że grałem ze swobodą jakiej wcześniej nie doświadczałem
Olivia o kołach bębniarskich dowiedziała się godzinę przed odwiedzeniem jednego
śmiesznie było patrzeć na jej reakcje
topnienie nieśmiałości, oswojenie z rytmem i swobodną zabawę

tyle czasu spędziłem na torach CalTrain, że stworzyłem w sobie czczą potrzebę odwiedzenia wszystkich miejscowości w których ma przystanki
ostatnia stacja mieści się w Gilroy, stolicy czosnku,
mówi się, że Gilroy najpierw czuć a potem widać,
może w sezonie, ja nic nie zauważyłem
niestety pociągi jeżdżą tam tylko w dni powszednie
trzy razy dziennie, wszystkie popołudniu

próbowałem znaleźć gospodarzy w Gilroy,
bezskutecznie
zatrzymałem się na dwa dni w San Jose u Adi’ego
Indianin zrobił sobie sześciomiesięczny urlop
i z plecakiem przemierzał liczne kraje Azji
w jednym miejscu nie zostawał dłużej niż przez 3 noce!
bardzo spokojny człowiek
z precyzyjnie wyznaczonymi celami

w poniedziałek 11 lutego, przed świtem
zerwałem się na miejski autobus
po dwóch godzinach jazdy
i kilkunastu minutach szukania odpowiedniej rampy zacząłem łapać stopa

było ciężko, nikt się nie zatrzymywał
bezdomny miał obóz na tym „skrzyżowaniu”
nie podobało mu się, że tam stoję
po czasie, który okazał się o wiele dłuższy niż bym sobie tego życzył
zabrał mnie na pokład młody Rosyjski Żyd
przez małe nieporozumienie trafiłem na inną autostradę niż chciałem
po dziewięćdziesięciu minutach szalonych rozmów o muzułmanach
dalej byłem daleko od San Luis Obispo
po serii komicznie krótkich podwózek
i spotkaniu z przemiłym policjantem, pracownikiem pobliskiego więzienia,
trafiłem na kolejne skrzyżowanie
zaczęło się ściemniać, uparcie stałem
wzmógł się wiatr i zaczęło robić się zimno
w desperacji, cofnąłem się do najbliższej stacji benzynowej
i złamałem zawartą ze sobą umowę
zacząłem pytać ludzi o podwózkę
znów dane mi było doświadczyć jak bardzo przyjaźni są USAńczycy
w Europie pracownicy stacji benzynowych krzywo patrzą
a czasem nawet wyganiają z terenu CPNu
tu jeden z pracowników zasugerował mi pytanie ich klientów
ludzie których pytałem nie wyglądali na przestraszonych
trzeci albo czwarty Kalifornijczyk zgodził się zabrać mnie do
Cal Poly, uczelni na której miałem spotkać kolejną gospodynię

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.