interesuję się śmiercią 

jeszcze na początku liceum żarliwie wierzyłem w piekło i niebo

rozumiałem je jako intesywne przeżycie samotności i intymną relację z kimś wspaniałym

​wierzyłem, że pismo święte zawiera wskazówki jak uniknać pierwszego
zapewnić sobię dostęp do drugiego
​pracowałem nawet nad własnym katechizmem
z każdego wersetu nowego testamentu chciałem wydobyć jakieś znaczenie

byłem wtedy przekonany, że spełniam warunki zbawienia
i bałem się trochę, że z czasem może się to zmienić
modliłem się o  śmierć
moje życie wtedy było bardzo dobre
ale wizja tego dużo lepszego
poruszało moją wyobraźnię
nie mogłem się doczekać

poznałem przyjaciela wyznającego inną religię
i równie przekonanego o prawdziwości jej nauk
obaj​ nie mogliśmy mieć racji
a ja stałem się podejrzliwy względem obu poglądów

dużo grałem w gry komputerowe
między innymi takie z dobrze zdefiniowanym zakończeniem
w których przeważnie Game Over
​znaczyło, że jestem jeszcze nie wystarczająco sprawny
żeby pokonać jakąś przeszkodę
ale czasem, że rozwiązałem już wszystkie problemy
nauczyłem się tego, czego można było się nauczyć
gra się skończyła, wygrałem 

kilka razy w życiu tak się poczułem:
jest tak dobrze, że lepiej już nie będzie
skończył się jakiś ważny etap
teraz dobrze było by nie żyć
pierwszym razem  czułem zawód, zmęczenie
niechęć do konieczności przechodzenia kolejnych etapów 

teraz zupełnie nie wierzę w niebo i piekło
myślę, że po śmierci moje doświadczenie rzeczywistości
będzie takie jak przed narodzeniem
żadne

jeśli gram w gry, to takie bez zakończenia
w których sam wyznaczam sobie cele
odkładam je czesem na miesiące czy lata
i wracam jeśli najdzie mnie ochota

moje życie oceniam jako warte życia
jestem szczęśliwy i uatyswakcionowany

dalej interesuje mnie jak to jest umierać
bardzo chciałbym nie żyć
najlepiej tylko na chwilę 

 

Kalifornia: na koniec Oakland 

przyjemnie było oglądać znajome twarze
najpierw odwiedziłem Ryana,
Oklandzy nauczyciele strajkują, żądają podwyżek
i zmniejszenia liczby uczniów w klasach
rozpadało się, kilka godzin spędziłem w bibliotece szukając gospodarzy w Barcelonie
Ryan był tak miły, że podwiózł mnie do Matt’a w Berkley
Matta poznałem na uważnym milczeniu
od póltorej roku zajmuje się data procesingiem dla Ubera
był na conajmniej jednej vipassanie i jest ślepy
tak jak w przypadku Kima, nie znaczy to, że zupełnie nic nie widzi
przypomnijcie sobie, jąką część pola widzenia
wyznacza kierownica samochodu trzymana w wyprostowanych rękach
z takiego obszaru Matt nie uzyskuje żadnych informacji wizualnych
nie jest to czarna dziura, a raczej szum inspirowany tym
czego umysł mojego gospodarza spodzeiwa się w tej części pola widzenia
im dalej od „kierownicy” tym więcej informacji
kolejnego dnia przeszedłem się do Oakland do Meka i Priszczilli
gdzie rozpocząłem tegoroczną wycieczkę
po kilku tygodniach eksplorowania nowych miejsc
tu czułem się jak w domu
na dwa dni przd wylotem
wybrałem się na schadzkę z dziewczyną poznaną przez Tindera: Suki
bardzo przyjemne spotkanie
przeszliśmy się dookoła Merit Lake
zagraliśmy w Arrow Spam
szkoda, że nie spotkaliśmy się wcześniej
pierwszego marca
odpoczywałem
wizja wylotu stałą się bardzo jaskrawa
zacząłem sie stresować
oglądałem Vice z Mekiem, spaliliśmy się bardziej niż troszeczkę
poszedłem na długi spacer nad Sausal Creek w Diamond Park
i do Ryana
młody nauczyciel przeprowadził ze mną wywiad
podsumowujący całą moją wycieczkę
wyklarowało mi to myśli i uspokoiiło emocje
kolejnego i zarazem ostatniego dnia w Kalifornii
coś porządkowałem na komuterze
stres nie pomagał mi w tej pracy
Ryan podwiózł mnie na lotnisko
kontrola bezpieczeństwa i odprawa poszły bardzo sprawnie
znów tak się zdarzyło, że miałem dla sibie dwa miejsca
Koniec

Kalifornia: SLO u Jerrego

ostatnim gospodarzem w Obispo był ten, który mnie tu zaprosił
Jerry uczy jogi
uczy się masażu
pracuje dla restauracji wegetariańskiej
i emanuje uprzejmością połączoną z energicznym spokojem
jest mini celebrytą alternatywnego światka w Obisbo
ludzie byli pod wrażeniem tego, że zatrzymuję się u niego
Jerry ma dwóch albo trzech współlokatorów, nigdy nie ma ich w domu
on sam, też bywa tam głównie kiedy śpi
zarejestrowaliśmy razem dwa nagrania
rozmowę o emocjach
i w towarzystwie Veroniki o tym co przychodziło nam do głowy
młody masażysta
przedstawił mnie wielu interesującym ludziom
to za jego sprawą byłem na jam session
i sessji reiki
zostając u Jerrego zorientowałem się
że wkroczyłem w ostatni tydzień mojej wizyty
pojawiały się przemiłe myśli o przyjaciołach z Polski
lekki strach przed pogodą i mentalnością rodaków
satysfakcja z podróży
myślę już o kolejnej wizycie:
w przyszłym roku planuję kurs vipassany usiąść na jesieni w Anglii
a w okres świąteczno noworoczny
być wolontariuszem w Hiszpańskim centrum
tak, żeby do Californi polecieć o miesiąć później
tam nie medytować
da mi to więcej czasu na Oakland i San Luis Obispo
może dotrę do San Diego
zachaczrę o wiosnę
chciałbym zobaczyć jak pustynia kwitnie
pojawiło się też zmęczenie
często tak mam kiedy coś się kończy
są tacy któży zrywają się do ostatniego sprintu
ja na ostatniej prostej zamykam sprway
potrzebuję podsumowania
u Jerrego miałem do wyboru
łóżko w salonie
albo kanapę w garażu
bardzo przyjemnie było mieć własną przestrzeń
spokojny czas na szukanie gospodarzy w Barcelonie
i czytanie dziennika z ostatnich tygodnie poprzednich dwóch wypraw
wszystkie przyjemne, wszystkie zabarwione zmęczeniem
ten wyjazd jest najbardziej satyswakcionujący
chodziłem na krótkie spacery
odwiedziłem bez zapowiedzi dom w którym wcześniej było jem session
przyjęto mnie z otwartymi ramionami i głośnym śmiechem
na wieczór przed moim wyjazdem z Obispo
Jerry zaplanował warsztaty śmiechu
bardzo późno potwierdził czas i miejsce
pojawili się tylko Nicolle, Chriss i żona Nicolle
ta ostatnia nie była w nastroju
wyszła po pół godzinie
z rodziną i Jerrym bawiłem się przednio
nie pamiętam kiedy ostatnio prowadziłem tak intymny warsztat
słyszałem z garażu, jak Jerry chwalił zajęcia przed współlokatorami
może w przyszłym roku uda się zgromadzić więcej uczestników

 

Kaliforania: z Kim’em w bąbelkach

W poniedziałek, po zachodzie słońca Chris
zawiózł mnie na farmę na której mieszka mój kolejny gospodarz
Kim jest starszym od mojego ojca
hodowcą koni
mieszkał w 17 krajach
preferuje nagość kiedy jest Ciepło
jest wielkim fanem kąpieli w przydomowym jacuzzi
i od 7 lat prawie nic nie widzi
większość osób, które nazywamy niewidomymi
jest świadoma jakichś informacji wizualnych
jeśli wyciągniecie przed siebie dłoń i skupicie swoje widzenia
na powierzchni zajmowanej przez paznokieć na waszym kciuku
będziecie postrzegać więcej niż Kim jest w stanie zauważyć
wewnątrz tej „dziurki od klucza” mój gospodarz widzi dobrze
zwracał moją uwagę na
psa biegającego po podwórku, samolot między chmurami, księżyc na niebie
mieszkanie Kima jest bardzo jaskrawe
pełne przedmiotów zgromadzonych we wszystkich miejscach w których
żył i podróżował
Kim jest bardzo towarzyski
na posiadłości na której mieszka znajdują się jeszcze dwa domy
sąsiedzi wożą go na zakupy i do lekarzy
Kim gości surferów kiedy tylko może
a na co dzień spędza czas w domu z dwoma psami, pięcioma papugami
i w obejściu z kolejnym psem i trzema końmi
kiedy widział, Kim opiekował się dużo większą liczbą zwierząt
zostając z nim, czułem, że wszedł już w schyłek swojego życia
powiedział mi, że przeszedł już kilka zawałów
od zawsze choruje na padaczkę
teraz ataki są znacznie bardziej intensywne
Kim nie ucieka od refleksji
pogodził się z brakiem widzenia
jest też gotowy na śmierć
jego współlokatorzy
proszą go, żeby bez superwizji nie korzystał z jacuzzi
jeśli tam dostanie ataku, prawie na pewno się utopi
Kim poważnie rozważa wkradanie się tam każdego wieczoru
twierdzi, że życie jest warte życia, tak długo jak jest przyjemne
wymaczenie się w jacuzzi to jego ulubiona część dnia
woli skończyć życie w bąbelkach
niż przedłużać je na sucho
mam nadzieje, że spotkam go w przyszłym roku

Kalifornia: CalPoly

wczesnym wieczorem 11 lutego
Autostopowi kierowcy dowieźli mnie do San Luis Obispo
wzruszonyłem się ich uczynnością
czułem ulgę
wizja spacerowania w wieczną noc
na poboczu ruchliwej drogi troszkę mnie przestraszyła
 
książka „Thrive” Dan’a Buettnera z 2010 roku ogłosiła San Luis Obispo najszczęsliwszym miastem w USA.
mieszkańcy Slo są dumni
Obispo pełne jest wzgórz, bliko stąd nad Ocean
można znaleźć rzeki i strumyki 
klimat jest łagodny
ludzie spokojni, przyjaźni i aktywi
 
znajomi znajomego wieźli mnie mieszkalnym busem 
i w przeciągu 20 minutowej przejażdżki 
dwa razy wołali z uśmiechem na znajomych przechodniów
a przeprowadzili się tu dopiero kilka tygodni wcześniej 
 
odwiedziłym tu jam session
w domu zamieszkałym przez 15 studentów Cal Poli
sesję samoleczenia reiki z koncertem na misach tybetańskich
podczas którego w końcu zaspokoiłem moją potrzebę przytulania
 
byłem na kilku przemiłych spacerach 
 
przez pierwszy tydzień zatrzymałem się w akademiku Cal Poli z Nicolle
po całym dniu autostopowania
napełniony wdzięcznością dla moich kierowców
znalazłem odpowiedni budynek
Nocolle nie odpowiadała na whatsappie 
„wkradłem” się do akademika kiedy ktoś z niego wychodził 
i pukaniem zaskoczyłem gospodynię
 
Nicolle jest niesamowita
studiuje na 4 roku
po pierwszym roku zrobiła sobie rok przerwy
nie spodobało się to jej rodzicom
przestali wspierać ją finansowo
Nicolle nie chciała zaporzyczać się na dziesiątki tysięcy dolarów 
ale jako część bogatej rodziny, nie kwalifikowała się do stypendium socialnego
 
 
żeby w papierach zdystansować się od rodziców
orzeniła się z przyjaciułką
dla dalszych oszczędności przez rok spała w bibliotece
na kampusie jest wiele restauracji, w tym bufet „jesz ile chcesz”
na który wkradała się od strony wyjścia
teraz Nicolle pełni rolę residential advisor „RA”
udziela wsparcia pierwszakom
mediuje w przypadku konfliktów, pociesza kiedy tęsknią za domem 
w ramach wynagrodzenia ma dostęp do pokoju w którym mieszkaliśmy 
i kupony na jedzenie na terenie kampusu
 
Nicolle od miesięcy gości Chrisa
przyjeciela z miasta z którego pochodzą
Chris jest usosobieniem optymizmy
dach nad głową, samochów, posiłek na talerzu i dostęp do muzyki 
sprawiają, że nie może być szczęśliwszy
ciągle śpiewa, rzuca rzarcikami i dzieli się swoją radością ze wszystkimi dookoła
Chris był moim prywatnym szoferem
 
drugiego dnia gościny w akademiku zabrał mnie na Pirates Cove Beach
mieliśmy zapalniczkę i troszkę marihuany 
ale nie mieliśmy jej z czego zapalić
znalazłem jakiś pusy w środku patyczek
zciągneliśmy buszka i napawaliśmy się imponującym widokiem 
w tej części wybrzeża, ocean spotyka się z dość stromymi klifami zastanawialiśmy się czy da się bezpiecznie zejść do poziomu wody 
kiedy jakiś długowłosy jegomość przeszedł obok nas 
sięgnął po przytwierdzoną do skały linę 
i bardzo sprawnie zszedł na skaną pułkę poniżej 
zachęceni jego pewnością ruszyliśmy jego śladem 
warot było
przez chwilę eksplorowaliśmy teren sami
później zagadaliśmy Justina, tak nazywał się linołaz
Justin mieszka w okolicy od dzieciństwa  
jest kurierem i codziennie w przerwie obiadowej 
przyjeżdża nad wodę polować na drogocenne minerały
Central Coast jest aktywne geologicznie 
pływy oceanu wypłukują wulkaniczny urobek na brzeg
za każdym razem, kiedy fala się cofa
uniesione przez wodę kamienie spadają 
klekocząc radośnie dzwiękiem malutkiej lawiny
Justin poratował nas pożądną fajką 
wypaliliśmy trochę jego materiału i napełniliśmy ją tym co mieliśmy
srogo się odużyliśymy i rozpłyneliśmy w rozkosznych doznaniach oceanu
wytrzeżwieliśmy na tyle, by bezpiecznie poruszać się po skałach
i eksplorowaliśmy okolicę przez kolejną godzinkę 
czapialiśmy się lin, czołgaliśmy przez wąskie szczaliny
kiedy myślałem, że lepiej już być nie może
zdobyliśmy skałę najodważniej wrzynającą się w wodę
pomedytowaliśmy przez chwilkę 
błogość, spełnienie w braterstwie
 
Obispo jest moim ulubionym miejscem w Kalifornii
na szczęście nie miałem precyzyjnego planu na tą wycieczkę
po tym spacerze zdecydowałem
że w Slo zostanę tak długo jak tylko mogę 
 
bardzo zrzyłem się z moimi gospodarzami 
dzielili sie ze mną jedzeniem i historiami
oprowadzali po Obispo, zapoznawali ze znajomymi 
i uczyli swojej prywatnej kultury
mimo, że nie są parą nazywają się mężem i żoną
mnie adoptowali jako syna 
 
jedynym z obowiązków residential advisor w CalPoly
jest dyżurować w budynku socjalnym
w niedzielę całą rodziną wybraliśmy się pełnić tą łatwą funkcję
na miejscu spotkaliśmy sporą grupę RA
śpiewali patryjotyczne pieśni
graliśmyt w Arrow Spam,
USA ńczycy potrafią ze wszystkiego zrobić sport
rozgrywka szybko zmieniła się w turniej
po dyżuże wybraliśmy się do fastfudu
miejscówka była tak oblegana, że nic tam nie działo sie szybko
i po 45 minutach oczekiwania o 1:40 nad ranem
dowiedzieliśmy się, że jedzenie się skończyło
na szczeście przez cały czas świetnie się bawiliśmy
poznaliśmy innych kolejkowiczów.
przeszliśmy na drugą stronę ulicy i po 10 minutach jedliśmy jakieś śmieci 
 
moi przybrani rodzice wręcz religijnie wielbią sztukę,
to uważają za arcydzieło, prosili, żebym głosił dobrą nowinę 
 
trudno opisać, to co razem przeżywaliśmy
kilka razy płakałem ze wzrószenia
święci uprzejmizmu
dzielili się ze mną tym co mieli
i z gracją przyjmowali
to czym ja chciałem się z nimi dzielić
 
Nicolle i Chris zaimprowizowali taką (tu będzie link jak ją potnę) komedię
kilka dni późnej przeprowadziłem z Nicolle poważny wywiad
 
przed SLO, zastanawiałem sie czy kolejnej zimy nie odwiedzić wschodniego wybrzeża
teraz jestem pewien, że znów polecę do Kalifornii
i że spędzę conajmniej cztery tygodnie w Obispo

Kalifornia: Pielgrzymka

Pielgrzymka.
30 stycznia pożegnałem Lee
i rozpocząłem pielgrzymkę z San Francisco do Palo Alto
lubię chodzić, ciekawi mnie zatoka San Francisco
jaka panuje tu pogoda
jak blisko oceanu można się wygodnie przemieszczać
mało kto w Kalifornii pamięta zimę tak srogą jak ta
tubylcy dziwią się, że jest tak zimno, zawsze powyżej 0 i deszczowo
mi przypomina się wiosna, idealnie na dłuższe spacery
przez 70 kilometrów spaceru ani przez chwile nie miałem poczucia
że wyszedłem z miasta
było kilka miejsc bez chodnika ale w USA tak jest
kolejne miasta mają podobną architekturę
zmieniają się tylko zamieszkujące je grupy etniczne
ocean jest malowniczy, śledził bym wybrzeże dokładniej,
gdybym moi gospodarze żyli bliżej siebie
tym razem często zgadzałem się z google, appka wysyłała mnie na tory CalTrain
jeśli będę kiedyś powtarzał taką wyprawę, spróbuję zatrzymywać się częściej i na krócej

 
Tym razem zatrzymałem się 4 razy:
30 stego u Ritu, Neela i Lucka w Millbrae
od 31 do 4 lutego u Aurelio i Kirk’a w San Mateo
od 4 tego do 6 tego w Palo Alto u Nitzeli
od 6 tego do 9 tego u Anand w Sunnyvale
z rozpędu nie zakończyłem pielgrzymki w Palo Alto  

Ritu młoda indianka (urodziła się w Indiach) na drodze do sukcesu
Neel jej znaczący inny, założył startup
za zarobione pieniądze mógłby zestarzeć się w kraju pochodzenia
woli zostać w Kalifornii 
teraz robi nic, bardzo dosłownie
całymi dniami siedzi w pokoju, czuje, że powinien medytować
ale nie robi tego, prokrastynuje
Luck’a spotkałem tylko na chwilę, przyjemny jegomość
lata samolotami i sprawdza funkcjonowanie systemu rozrywkowego 

Kirk USAńczyk z urodzenia
współtworzy z Aurelio szkołę muzyki
Aurelio mąż Kirk’a, oryginalnie z Meksyku
został obywatelem USA z początkiem tego roku.
po 14 latach może z pełnym spokojem odwiedzić rodzinę po drugiej stronie granicy
zostałem z nimi pięć dni, chodziłem na spacery (12, 3,4)
oglądałem poranne wiadomości
dołączyłem do chłopaków, kiedy odwiedzali przyjaciół i kiedy przyjaciele odwiedzali ich
godną społeczność sobie zbudowali
jedzą i podróżują z ludźmi z różnych zakątków świata

korzystając z bazy u „muzyków” odwiedziłem Wayna
starszy jegomość
bardzo przejęty globalnym ociepleniem, na granicy paniki
mieszka na metaforycznych zgliszczach społeczności założonej 15 lat temu
ludzie mieszkają gdzie mieszkali
nie spotykają się już,
niektórzy kupili domy w których żyją, inni przeszli na klasyczny wynajem
ogród powoli popada w ruinę
wolałbym żyć tak
otoczony ludźmi o podobnych wartościach niż samemu
równocześnie smutno mieszkać w miejscu
które nie zrealizowało zaplanowanego potencjału

gospodyni z Palo Alto jest raczej niestabilna emocjonalnie
ma ponad 30 lat a, w sprawie relacji zachowuje się jak nastolatka
wysłała mi zdjęcie z numerem telefonu nabazgranym na wystrzępionej kartce
żebym wysłał jej te cyfry pojutrze
bo chce zrobić sobie przerwę w kontakcie z jakimś misiem pysiem
dwa dni później poprosiła:
żebym pod żadnym pozorem nie wysyłał jej tego numeru.
skasowałem zdjęcie.
na szczęście nie miała mi za złe kiedy zmieniła zdanie
i „potrzebowała” numeru

podczas tego wyjazdu słucham serii wykładów
o biologicznych podstawach zachowania nagranych na uniwersytecie w Stanford.
wybrałem się na panel dyskusyjny na słynnej uczelni.
całkiem przyjemny, nic jednak nie przebije słuchania podczas spacerowania
gdyby panowała po wykładzie atmosfera sprzyjająca rozmowom
może jeszcze kiedyś wybrał bym się na takie wydarzenia
jako, że wszyscy sprawnie rozeszli się na wszystkie strony świata
wiem, że w tej materii internet wygrywa z najlepszymi uczelniami na świecie.

według oryginalnego planu pielgrzymka miała skończyć się w Palo Alto,
Anand z Sunnyvale odpowiedział na moje „globalne zapytanie” couchsurfingowe
i zaproponował mi siedmiodniową wizytę
tygodnia z obcym jegomościem bym nie zaryzykował,
sprawdziłem kto wystosował taką szczodrą propozycje
i zostałem z nim przez trzy noce.
Anand znaczy Szczęście w Sanskrycie, Anand jest szczęśliwy
zmęczył się tradycjami swojego kraju
i zachwyca się Doliną Krzemową
dużo pracuje, pali lolki, ogląda Ricka i Mortiego
gotuje sobie i je w pobliskich restauracjach
w weekendy spotyka znajomych
jeśli jeszcze kiedyś będę w tej okolicy, chętnie zostanę z nim na tydzień 

Olivii nie pytałem o nocleg, tylko czy zechce spędzić ze mną trochę czasu,
zechciała
zaproponowałem spacer niezależnie od tego czy będzie padało czy nie
padało a mimo to Olivia zabrała mnie do downtown San Jose
trochę rozmawialiśmy, sporo milczeliśmy, spokojnie
kolejnego dnia zaproponowałem następny spacer
spotkaliśmy jelenia

jeszcze kolejnego znalazłem mettup z kółkiem bębniarskim
jak dotąd najlepsze zgromadzenie na jakim byłem w czasie mojej wizyty
muzycy i tancerze spotykają się co tydzień od 2008 roku,
komunikują się głównie przy pomocy instrumentów
równowaga pomiędzy strukturą a swobodą zachwyciła mnie
sprawiła, że grałem ze swobodą jakiej wcześniej nie doświadczałem
Olivia o kołach bębniarskich dowiedziała się godzinę przed odwiedzeniem jednego
śmiesznie było patrzeć na jej reakcje
topnienie nieśmiałości, oswojenie z rytmem i swobodną zabawę

tyle czasu spędziłem na torach CalTrain, że stworzyłem w sobie czczą potrzebę odwiedzenia wszystkich miejscowości w których ma przystanki
ostatnia stacja mieści się w Gilroy, stolicy czosnku,
mówi się, że Gilroy najpierw czuć a potem widać,
może w sezonie, ja nic nie zauważyłem
niestety pociągi jeżdżą tam tylko w dni powszednie
trzy razy dziennie, wszystkie popołudniu

próbowałem znaleźć gospodarzy w Gilroy,
bezskutecznie
zatrzymałem się na dwa dni w San Jose u Adi’ego
Indianin zrobił sobie sześciomiesięczny urlop
i z plecakiem przemierzał liczne kraje Azji
w jednym miejscu nie zostawał dłużej niż przez 3 noce!
bardzo spokojny człowiek
z precyzyjnie wyznaczonymi celami

w poniedziałek 11 lutego, przed świtem
zerwałem się na miejski autobus
po dwóch godzinach jazdy
i kilkunastu minutach szukania odpowiedniej rampy zacząłem łapać stopa

było ciężko, nikt się nie zatrzymywał
bezdomny miał obóz na tym „skrzyżowaniu”
nie podobało mu się, że tam stoję
po czasie, który okazał się o wiele dłuższy niż bym sobie tego życzył
zabrał mnie na pokład młody Rosyjski Żyd
przez małe nieporozumienie trafiłem na inną autostradę niż chciałem
po dziewięćdziesięciu minutach szalonych rozmów o muzułmanach
dalej byłem daleko od San Luis Obispo
po serii komicznie krótkich podwózek
i spotkaniu z przemiłym policjantem, pracownikiem pobliskiego więzienia,
trafiłem na kolejne skrzyżowanie
zaczęło się ściemniać, uparcie stałem
wzmógł się wiatr i zaczęło robić się zimno
w desperacji, cofnąłem się do najbliższej stacji benzynowej
i złamałem zawartą ze sobą umowę
zacząłem pytać ludzi o podwózkę
znów dane mi było doświadczyć jak bardzo przyjaźni są USAńczycy
w Europie pracownicy stacji benzynowych krzywo patrzą
a czasem nawet wyganiają z terenu CPNu
tu jeden z pracowników zasugerował mi pytanie ich klientów
ludzie których pytałem nie wyglądali na przestraszonych
trzeci albo czwarty Kalifornijczyk zgodził się zabrać mnie do
Cal Poly, uczelni na której miałem spotkać kolejną gospodynię

Kalifornia: w San Francisco

od 18 stycznia byłem w San Francisco

ludzie z pobliskich miejscowości, takich jak Oakland, Berklay czasem 
mówią na nie po prostu „miasto”  
na spacerach dobrych byłem
 idę               idę                 idę

w San Francisco czynsze są horyzontalnie drogie
żeby zmniejszyć koszt życia ludzie tworzą 

Coopy 
społeczności zrzeszające niespokrewnione osoby
byłem w trzech:

jeden nazywa się: Ubuntu i mieści się w trzykontygnacyjnym domu,
jeśli liczyć dach, na który można wejść z łatwością to czterokontygnacyjny 
jest też „ogródek” z ogniskiem na gaz
mieszka tu około 30 osób
 
we wtorki, czwartki i niedziele ubuntczycy spotykają się
przy wspólnej kolacji
odwiedziłem ich wieczorem 20 stycznia
w wigilię dnia Martina Luthera Kinga
noc zaćmienia księżyca
satelita przez większość czasu ukrywał się za chmurami
zobaczyłem go kiedy wychodził z cienia rzucanego przez ziemię

jeden z mieszkańców, a może gości dokonał rytuału 
spalenia 10 dolarów z zapisaną intencją
sprowokował tym interesującą rozmowę o wartościach i symbolach
późnym wieczorem w kuchni wymienialiśmy się anegdotami o filozofach
najwięcej fanów zdobył Diogenes
w domu panuje pozytywny chaos, śpiewy, podskoki, śmiech
dużo tu młodych ludzi, którzy zatrzymali się na kilka miesięcy
są też stali bywalcy

dwóch ziomeczków z którymi do późna grałem w Towerfal na Playstation 4 zaprosiło mnie na kolejną kolację, 
skorzystałem
ew wtorek było równie głośno, jedzenie było smaczne, rozmowy ciekawe 
wszystko skończyło się szybciej, jak to w dzień powszedni
we czwartek z tego co mówili obecni, było wyjątkowo mało ludzi 
dla mnie spory tłum 
po jedzeniu dołączyłem do kółka pisarzy 
zawstydzili mnie swoimi umiejętnościami
dobrze, że nie na pisaniu buduję swoją samoocenę

przez kilka dni mieszkałem w Manor of Being
tu jest około 15 lokatorów
coop o krótszych niż w ubuntu tradycjach 
i odrobinę starszych mieszkańcach
przestrzenie są znacznie mniejsze
sufit niżej zawieszony
układ pomieszczeń bardziej zagmatwany
mniej tu tańczenia, więcej pompek
ekipa dopiero zaczyna się integrować

z manor of beingczykami wybrałem się do sąsiadującego coopu
doszliśmy tam w mniej niż 20 minut
ta społeczność była najbardziej przytulaśna
z drzewem cytrynowym i małym kwiatowo-ziołowym ogrodem
najmniej spędziłem tam czasu, a najbardziej mi się podobało

w San Francisco dużo jest bezdomnych
można wyróżnić kilkra rodzajów ludzi nie płacącuch za czynsz
w manor of being spotkałem młodzieńca co śpi w samochodzie
prysznic bierze na siłowni i sporo czasu spędza u przyjaciół

byłem w piekle
taka industrialna dzielnica granicząca z zatką
przeciąta dwiema autostradami, pajęczyną torów kolejowych
i kanałem portowym

zauważyłem tam dużo na stałe zaparkowanych przyczep kempingowych
z ludźmi i psami w środku
wszyscy, psy nie, zamiatali chodniki
może biorą jakieś pobudzacze i tak pożytkują nadmiar energii
nie mam żadnych dowodów potwierdzających tą hipotezę 
może są bardzo schludni

tuż przy Southeast Treatment Plant
betonowy kolos ciągnie się przez kilkaset metrów
zagadałem bezdomnego wzmacniającego konstrukcję jego śmieciofortu
rozmawialiśmy trochę o architekturze
doradził mi ostrożność w tej „mało turystycznej” okolicy
po kilku wymienionych zdaniach,
zapytałem go czemu wybrał akurat takie miejsce
„dla bezpieczeństwa, od dwóch stron odgrodzony jestem murami, 
mam tu ciężkie przedmioty i maczetę, 
moja dziewczyna śpi tu, czasem sama, musi się jakoś obronić”

kolejną kategorię bezdomnych 
stanowią chorzy psychicznie i upośledzeni umysłowo 
mówią do siebie, intensywnie gestykulują, krzyczą
niektórzy na przechodniów czy samochody
liczniejsi w powietrze a może na jakieś omamy

upadli hipisi w ubraniach,
które w lepszych czasach przykły by uwagę
podnosiły na duchu
teraz wytarte i zakurzone smucą 

seniorzy i osoby z niepełnosprawnością
tej grupie w czwartek rano 
podawałem owsiankę i drożdzówki
w ramach wolontariatu w „living room

są też uzależnieni od różnych substancji 
wielu z nich przyjmuje wymagającą pozycje
nogi rozstawione na szerokość barków, wyprostowane w kolanach
tułów w głębokim skłonie 
pytałem czy ktoś wie, co prowadzi do takich efektów, nikt nie wiedział

będąc w San Francisco
przez appkę meet up szukałme socrates cafe, 
znalazłem „free intelligent conversations
formuła jak w darmowym przytulaniu
każdy ma znak z nazwą wydarzenia
i chodzi po parku w nadziei znalezienia rozmowy 
zamiast fizycznej bliskości
metoda sprawdza się od 2012 roku,
w tym tygodniu przyciągnęła kilkadziesiąt osób
mi udało się zawiązać trzy rozmowy
z grupą trzech chłopaków zajmujących się designem
bezdomnym fanem alkoholu, który przedstawił mi się jako pisarz 
opowiadał mi o swoim pomyśle na powieść
rozmawiałem też z dwoma mężczyznami z większej grupy kocykowej 
ciekawi mnie, jak ta formuła sprawdziła by się w Krakowie
kto miałby ochotę spróbować?

będąc w mieście spotykałem
liczne zastępy bliźnich:
w coopach
dhammistów 

Billiego poznałem w Mandzie
odwiedziłem w Ubuntu
przesiedział wiele kursów, 
smakował różne narkotyki: MDMA, DMT, Ketaminę, Szałwię, LSD
to te które zapamiętałem  
o THC nie wspominam
Billi montuje reklamy dla pieniędzy
pisze krótkie opowiadania dla przyjemności 
i nie przestaje mówić bo inaczej nie potrafi 

z Pashą służyliśmy razem
natknęliśmy się na siebie przypadkiem na ulicach San Francisco
wprowadził mnie do manor of being
nie był tak zmartwiony, jak kiedy go ostatnio widziałem
medytuje godzinę dziennie i ćwiczy mięśnie zgodnie z trendem coopu w którym mieszka

Simonem Australijczykiem, jegomość płaci za czynsz i jedzenie Pashy,
poznali się na vipassanie gdzieś w Azji
ćwiczy i stara się jeść więcej niż ciało mu podpowiada 
ogłosił konkurs w podciąganiu się na drążku
podczas mojej obecności próbował zacząć kolejny dotyczący biegania

i nie dhammistów
Iskim w jego oczach „autor” manor of being 
z nieznanych mi powodów wypraszany z tej przestrzeni
tak oficjalnie to do niego wysłałem zapytanie na couchsurfingu
zgodził się ugościć mnie przez dowolne dwie noce
spotkałem go tylko na chwilkę
przez większość mojego pobytu w manor Iski był w Oakland 
„Most Important Stuff to read: Know that i have an assertive and playful personality that can be quite offensive to offense takers. Please consider finding another host if politeness is the most important thing to you, or you don’t feel you can state/secure your own boundaries, physically or ideologically.” 
to pierwszy akapit jego profilu
myślę, że mógłbym go polubić i rozumiem dlaczego wielu osobom
może być trudno z nim wytrzymać

Couchsurferów:
Lee hoduje storczyki
popalał przy przesadzaniu
dostosowuje strony www do nowych standardów bezpieczeństwa
Lee jest homoseksualistą po 40 stce
zazdrości nowemu pokoleniu otwartego podejścia do seksu 
tego, że nie trzeba deklarować orientacji i można próbować różnych rzeczy

Plorer, 
fan thc, miesza różne szczepy, by osiągnąć optymalny dla siebie efekt
pracuje na rzecz nielegalnych imigrantów
pilnuje, żeby nie kradli sobie pracy i żeby pracodawcy nie unikali płacenia
z tego co usłyszałem podczas naszej rozmowy 
ma gruntownie zaprojektowane protokoły komunikacji
synergistyczny obraz świata
i jasną wizję tego co chce robić
jeden ze świętych uprzejmemu

30go w środę opuściłem miasto
i wyruszyłem na pieszą pielgrzymkę po zachodniej stronie zatoki

Kalifornia: z Willits do San Francisco

Z Willits do San Francisco próbowałem zabrać się na stopa

stałem przez godzinę na deszczu,

zaskakująco przyjemne uczucie
zabrał mnie Fred,
nieustannie odurzony,
wielki z urodzenia
lekko otyły dzięki diecie pół bezdomny
dom spłonął mu w pożarze, przez chwile żył w samochodzie
teraz, razem ze swoim zmutowanym psem
zamieszkują śmierdzącą i lepką komórkę w podwórku większego domu
Fred podał psu poduszkę
zwierze jest zakochane,
może to płytsze uczucie,
na pewno wyrażane z dużym entuzjazmem,

tłumaczy też częściowo lepkość

Fred dzielnie stawia czoła inwazji mrówek
przeszło mu przez myśl, żeby posprzątać
koniec końców zaatakował je palnikiem
Fred przez chwilę myślał, że uda mu się mnie ugościć na kanapie
w korytarzu głównego budynku
śmiesznie było widzieć jak jego entuzjazm topnieje
jak myśli o przeszkodach pojawiają się w jego głowie
i nie znajdują rozwiązania
gdybym nalegał, mógłbym zostać w komorze smrodowej
nie musielibyście wyobrażać sobie tego zapachu
nosił bym go na sobie jeszcze po powrocie
Fred zabrał mnie na autentyczne meksykańskie burrito
było tak autentyczne,
że Hiszpański Freda okazał się niewystarczający do uniknięcia mięsa, zniosłem jakoś,
mój niedoszły gospodarz,
zawiózł mnie na przystanek autobusowy
padało, Fred był moim ochroniarzem
czekaliśmy pod przestronnym balkonem
w towarzystwie kilku młodych fanów „craku”
awanturowali się troszkę
bardzo byłem wdzięczny za towarzystwo wielkiego Freda
po dwóch godzinach w autobusie i godzinnym spacerze doszedłem
do mieszkania Lucka
gustownie urządzona przestrzeń
z trzema sypialniami, czterema łazienkami,
balkonem na każdym piętrze i jacuzzi w ogródku
oprócz trójki szczupłych i wysportowanych intelektualistów
mieszka tu dystyngowany pies Mojżesz,
wszystkie napotkane w czasie tej przygody ssaki
sprawiały wrażenie szczęśliwych
ludzie dużo się śmiali i dobrze bawili się w towarzystwie
nieznajomego z Polski

Kalifornia: stolica

w niedzielę 6 grudnia,
po zakończonym kursie,
podczas sprzątania zdobyłem kilka kontaktów,
wyczyściliśmy co było do wyczyszczenia
i z Jonatanem profesorem ekonomii w Chapman University
pojechaliśmy do Sacramento,
zrobiliśmy malutki objazd żeby oddać koce niedoszłej teściowej Jonathana
starsza pani przyszła nas pozdrowić, była tak uprzejma, że świeciła delikatnym blaskiem nie widziałem go, poczułem przyjemne ciepło,
jak inaczej można to wytłumaczyć?
Jonathan powiedział nam:
„ona medytuje od dziesięcioleci
to najmilsza osoba jaką znam,
szkoda, że jej córka nie jest podobna”
w Sacramento, stolica Kaliforni spędziłem tydzień,
moją gospodynią była Rachel,
pierwszy raz kontaktowałem się z nią trzy lata temu,
podczas mojej pierwszej wizyty w Kaliforni,
była wtedy bardzo zajęta i nie mogła mnie ugościć
znalazła mi miejsce u swojej przyjaciółki Kelly,
i tym razem nie dane mi było zobaczyć jak mieszka
ponoć panuje tam straszny bałagan,
jej sąsiadka, wyjechała na kilka tygodni,
miałem lokum tylko dla siebie
podczas pobytu w Sacramento, sporo czasu spędziłem przed komputerem
mailowałem z przyszłymi gospodarzami,
ciołem audio,
przygotowywałem materiały dla was,
ten z licznymi powtórzeniami zajął mi dużo więcej czasu niż się spodziewałem
chodziłem na spacery,
Rachel zaoferowała pożyczenie mi samochodu, odmówiłem
z chęcią używałem jej roweru,
siodełko miał znacznie za nisko i kręciło się wokół swojej osi,
właścicielka nie miała narzędzi potrzebnych, żeby to zmienić,
lepszy taki rower od żadnego
wybrałem się nim na siedzenie grupowe,
miła to była przejażdżka
na miejscu była jedna osoba, organizatorka wydarzenia
bardzo wdzięczna za moją obecność, dawno nie siedziała
a dzięki mnie udało się jej zmotywować
byliśmy z Rachel na spotkaniu death cafe,
dwie godziny luźnych rozmów o śmierci w domu jednej z uczestniczek
obecni na spotkaniu byli w tym wieku w którym ludziom umierają rodzice
i zaczyna wstępnie przygotowywać do śmierci
tematy płynnie się zmieniały, mówiliśmy
kto boi się odejść i jak stara sobie z tym poradzić
jak różne religie krztałtują obraz śmierci,
jaki rodzaj pogrzebu jest najbardziej ekologiczny,
jak jeszcze za życia zdecydować o swoim umieraniu,
że warto to zapisać i wybrać kogoś kto będzie nas reprezentował kiedy my nie będziemy mogli się komunikować,
jak ułatwić bliskim własne umieranie, kilka osób pracuje nad „podręcznikiem” zamykania spraw, zawierającym na przykład hasła do kont bankowych i do serwisów internetowych które warto byłoby zamknąć,
przyjemna i potrzebna formuła, jak wrócę spróbuję zamontować ją w Krakowie
spotkałem kilku znajomych Rachel:
pierwszego dnia po pobycie w centrum byliśmy z Kelly,
tą która gościła mnie kilka lat wcześniej,
w pubie z funkiem lat 80 tych i 90 tych,
ilość doznań ogłuszyła mnie przez pierwsze pół godziny,
im dłużej tam byłem tym bardziej mi się podobało
obserwowaliśmy tańczących ludzi, przez chwilę na parkiecie było może 30 osób
i nikt, ani jeden człowiek nie miał wyczucia rytmu czy ciekawych ruchów,
bardzo mnie to rozbawiło, co chwila wybuchałem głośnymi salwami śmiechu,
nie zrozumcie mnie źle, lepiej tańczyć niż nie tańczyć, ważne, żeby się dobrze bawić,
mój śmiech był życzliwy, zaskakiwało mnie, że w tak dużej grupie, nie ma nikogo, chodźby nie fatalnego
z czasem pojawiło się kilka osób o imponujących umiejętnościach,
moja uwaga wędrowała od tych najbardziej pokracznych do tych którzy naprawdę wiedzieli co robią,
kilka dni później byliśmy na fatalnej tłustej pizzy z Deserie, koleżanki z pracy Rachel
innym razem, dołączyłem do Kelly, jej znajomych i nieznajomych na piątkowym (Frydey)
wieczorze degustowania frytek (French Fry’s)
nie mam tu telefonu, więc musiałem zaczaić się przed umówionym miejsce i wypatrywać Kelly,
zanim przyszła, zagadał mnie jakiś cyklista, odrobinę szalony, dał mi kilka życiowych rad, zachwycił się mulatkami w barze, przybił piątkę i pojechał dalej, lubię Kalifornię
frytkowicze byli bardzo nudni, rozmawiali o jedzeniu i innych wypadach,
tacy zdystansowani USAńczycy ze stereotypu o powierzchownych relacjach
na szczęście w trzeciej knajpce dołączył do nas Kevin,
uśmiechnięty jegomość
planował zabrać swoją sympatię na koncert,
jej coś wypadło on nie chciał, żeby bilet się zmarnował
tym sposobem zobaczyłem Ace of Spades na żywo
ani ja ani Kevin nie wybralibyśmy się na ten występ w innych okolicznościach
nie żałuję, to mój pierwszy koncert w USA, bardzo kulturalnie bawili się Kalifornijczycy
dzięki CSowej funkcji Hangout, udało mi się spotkać z dwoma surferami
Khoa jest pracuje dla rządu, jest naturystą i lubi grać na konsoli
odezwał się do mnie po 10 w nocy, tuż po tym jak Rachel poszła spać,
mieszkał 400 metrów ode mnie, 5 minut od nawiązania komunikacji byłem u niego,
nakarmił mnie zupą, na moją prośbę wyjaśnił jak wygląda procedura zostania obywatelem przez ożenek,
porozmawialiśmy o grach i poszedłem do domu
Aaronxito pędził na rowerze przez pół miasta, żeby spotkać się ze mną na krótką chwilkę przed moim wyjazdem
przeszliśmy się wokół bloku, pokazał mi jak dostać się na dach parkingu z dobrym widokiem i grupką młodych skejtów
kiedy wyjeżdżałem zastanawiałem się, czy tydzień to nie za krótko,
gdybym został dłużej, mógłbym jeszcze kilka razy odwiedzić Khoa, spotkać się z Aaronxito, Kevinem ich znajomymi i znajomymi tych znajomych
z drugiej strony Sacramento to miasto pracowników rządowych i picia alkoholu,
i jak na Californie nie zachwyca pogodą,
co roku, zmniejszam ilość miejsc które odwiedzam będąc w tym stanie,
podczas kolejnej wizyty najprawdopodobniej daruję sobie Sacramento
Stolicę stanu opuściłem dokładnie tydzień po przyjeździe
w niedzielę 13 stycznia
John długoterminowy wolontariusz w Mandzie przyjechał po mnie z centrum o 3:30
wielka przysługa dla mnie, okazja do zmiany otoczenia dla niego
gubiliśmy się trochę, po zachodzie zostawił mnie w domu Philipa koordynatora kuchni

Kalifornia: codzienność w centrum vipassany

służba i siedzenie kursów w centrum medytacyjnym są usystematyzowane i spokojne
byłem wolontariuszem od 12 do 23 grudnia 12018
i uczestnikiem kursu od 26 grudnia do 6 stycznia 12019
kiedy służyłem
dnia 0 wego przed 12 przyjechałem do centrum
zjadłem pyszny wegetariański posiłek
wypełniłem formularz rejestracyjny
wprowadziłem się do przytulnego pokoiku
i zacząłem pomagać w kuchni
Philip koordynator kuchni zapytał mnie jaką rolę chciałbym pełnić,
powiedziałem, że każdą oprócz managera kuchni
i wróciłem do krojenia warzyw
o 5:00 podaliśmy i zjedliśmy posiłek
podczas krótkiego spotkania Philip pozwolił nam zgłaszać się na ochotnika do różnych zadań
wybrałem zmywanie dużych garnków w potrójnym zlewie
naczynia, sztućce i małe garnuszki są płukane i przechodzą przez wyparzarkę
o 8:00 pomogłem Stephenowi, menagerowi kursu
usadowić uczniów na ich miejscach w sali medytacyjnej
medytowałem przez godzinę
o dziewiątej kilka
po tym jak studenci udali się do swoich pokoi
w sali medytacyjnej odbyła się meta służących dhammie,
takie spotkanie z nauczycielami
przed 9:30 poszedłem do łóżka

Czytaj dalej Kalifornia: codzienność w centrum vipassany